Yearning For The Slime

Yearning For The Slime
Yearning For The Slime
Wykonawca:
Tehace
Wydawca:
Mmm Records
Rok wydania:

2014

Typ nośnika:
Termin realizacji:

24-48h

Numer katalogowy:

MMM-B66-14-01

Ilość sztuk:

Cena: 19.99 zł

Opis płyty:

Dotychczasowa kariera TEHACE przebiegała dość wyboistą ścieżką losu. Debiutancki album nagrany po sześciu latach od sformowania składu wydany został w jednej z większych, a może i największej (obecnie), krajowej wytwórni płytowej czyli Mystic Prod. Jednak jak to często bywa, kontrakt płytowy i debiut nie przerodził się w sukces zespołu i dla statystycznego zjadacza metalowego mięcha Tehace zniknął z horyzontu pojawiając się na scenie jedynie na czas okazjonalnych koncertów. Jak się okazuje, zespół nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i ni mniej ni więcej a postanowił jeszcze raz dać zmierzyć się z materią death metalu. Efekt jest intrygujący…

Na początek słowo o okładce. Otóż nie do końca rozumiem zamysł stojący za tym ubrać ten krążek właśnie w taki obrazek. Powiem więcej, nie znając zespołu raczej nie sięgnąłbym po takie wydawnictwo w sklepie, ale to tylko kwestia mojego gustu i bardzo subiektywnej oceny tego jak prezentuje się okładka „Yearning for the Slime” . Fakt jest taki, że może i okładka razi kiczem, ale za to muzyka reprezentuje już zgoła inny poziom. Bardzo wysoki poziom.

Jakoś tak się porobiło, że stricte death metalu słucham ostatnio tyle co nic. Scena ta zaczęła bowiem popadać w coraz to głębszy marazm i trudno jest mi znaleźć w tej niszy materiały prawdziwie intrygujące i ciekawe. Pisałem wyżej, że zawartość „Yearning for the Slime” należy do grona płyt intrygujących. I jak nie zamierzam uciekać od tego twierdzenia, dostarczę wam co najmniej kilku dowodów, dla których warto zwrócić uwagę na drugą płytę Tehace. Jest to materiał cholernie nasycony, z jednej strony nie odbiegający zasadniczo od kanonu gatunku (brzmienie, wokal) z drugiej w samej warstwie kompozycyjno-aranżacyjnej chwilami dość mocno flirtujący z graniem, które z death metalem ma tak naprawdę mało wspólnego. Weźmy choćby frazę, która otwiera drugi w zestawieniu numer czyli „Ungod”. Mocny, death metalowy front i wybijający się ponad to niemal rockowo brzmiący aranż a wszystko to z zachowaniem konwencji metalowego rzemiosła. Dołóżmy do tego doskonałą solówkę w drugiej części utworu a dosadnie przekonamy się o tym, że Tehace mają świetny pomysł na swoją wizję death metalu. Nie ma tu mowy o modnym dziś odkopywaniu old schoolowego truchła (mimo iż z klasyki gatunku zespół czerpie całkiem sporo), nie ma mowy o zbyt niskim ukłonie w kierunku bogów gatunku. Jest natomiast cała masa pomysłów może nie oryginalnych na wskroś a z pewnością autorskich. Uwagę zwraca choćby bardzo połamana i w sumie trudna rytmika, poszarpane gitarowe riffy, niemiłosiernie kotłujące się bębny i górujące nad całością bardzo organiczne, mięsiste brzmienie. Oprócz wspomnianego „Ungod” moją uwagę zwróciły też „The Hunger” (świetne solo!) oraz lekko orientalny „Neverending Day”, ale zastrzegam iż są to moje typy i pewnie każdy z odbiorców znajdzie w tym materiale inne perły, którym nie będzie mógł się oprzeć.

Nie czekałem na „Yearning…”, ale płyta ta zaskoczyła mnie ze wszech miar pozytywnie. Okazuje się, że death metal nadal może być grany inteligentnie i bez oklepanych schematów.

Wiesław Czajkowski

Tehace

Tehace

Szukając początków TEHACE należy cofnąć się do roku 1999. Jak w przypadku większości młodych zespołów, w początkowym etapie działalności twórczo...

Rozumiem Używamy plików cookies m.in. w celu świadczenia usług, reklamy i statystyk.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.